BASIC TRAVELLER GUIDE: LONDON
12:32
Kiedy u nas wybija południe, tam słońce jeszcze nie góruje. Kiedy tu (w stolicy) na metro trzeba chwilę czekać, tam na tablicy rozkładu przejazdów nie widnieje liczba większa niż dwie jednostki minutowe. Gdy późnym wieczorem w Rzeszowie wyłącza się sygnalizacja świetlna, tam niezależnie od dnia tygodnia nikt (ani nic!) nie idzie spać. O czym mowa? Gdzie jestem?
Gdy zwykłe śniadanie przestało mi wystarczać, a licznik godzin siedzenia w czterech ścianach przekroczył maksimum, byłam zmuszona działać. Pierwszy telefon w październiku: "Halo? Ciociu? Ile masz do dyspozycji urlopu?". Kolejne, coraz to intensywniejsze rozmowy, okupywane coraz to dłuższym czasem i rachunkiem naliczanym za zagraniczne połączenia wychodzące dały się we znaki. Nieprzespane noce snujące wielkie plany... I o to jestem! Udało się: 27 kwietnia, 11:00. Lotnisko w Jasionce jeszcze nigdy nie wyglądało tak znakomicie. Szeroki świat stał otworem, a pierwszy samotny lot miał być przypieczętowaniem nowego, dorosłego (czyt. tylko trochę doroślejszego) życia.
Podwozie zawitało na ziemi - znowu czułam grawitacje. I choć nie mogłam jeszcze wychwycić woni brytyjskiego klimatu to wiedziałam, ze gdzieś tam jest i unosi się w powietrzu czekając aż się nim zachłysnę.
Tego samego dnia zwiedziłam Cambridge. Piękne, malownicze miasteczko będące stolica ikonicznych uniwersytetów. Na angielskiej ziemi zjadłam trochę chińskiego jedzenia i nim się obejrzałam - wylądowałam w Londynie. Pozostałe dni były rajem na ziemi. Doszłam do wniosku, że opisywanie wszystkiego mija się z celem, bo żadne słowa nie oddadzą klimatu stolicy. Zamiast tego postanowiłam zadziałać nieco inaczej i wyszedł z tego nieco ponad trzyminutowy film! Miał on być swego rodzaju pamiątką, ale ostatecznie postanowiłam się nim podzielić. Amatorski kadr, drżąca ręka - BforBasic.








0 komentarze